
Apple pokaże dziś składanego iPhone’a. Siedem lat po Samsungu, ale za ponad 2500 dolarów
Apple ma dziś zrobić coś, czego przez siedem lat bardzo skutecznie nie robiło: wejść na rynek składanych smartfonów. Podczas wydarzenia 9 września firma ma zaprezentować pierwszego składanego iPhone’a, który według analityków będzie otwierał się jak książka i po rozłożeniu przypominał proporcjami niewielki tablet. Reuters wskazuje, że oczekiwana cena może przekroczyć 2500 dolarów, co natychmiast odpowiada na pytanie, czy Apple zamierza konkurować ceną. Nie zamierza.
Samsung pierwszy Galaxy Fold wprowadził do sprzedaży w 2019 roku. Od tego czasu zdążył poprawić zawiasy, ekrany, uszczelnienia, proporcje obudowy i prawdopodobnie kilka razy nazwę działu odpowiedzialnego za składaki. Huawei, Google, Motorola, Honor, Oppo i Xiaomi również mają już doświadczenie w tej kategorii. Apple wchodzi więc na imprezę, kiedy inni zdążyli wypić kawę, zamówić deser i przejść przez osiem generacji sprzętu. Tyle że historia technologii wielokrotnie pokazała, że spóźnienie Apple niekoniecznie oznacza spóźnienie rynku.
Apple przez siedem lat patrzyło, jak inni rozwiązują problemy
Pierwsze składane telefony miały dokładnie te problemy, których można było się po urządzeniu z wyginanym ekranem spodziewać. Były grube, ciężkie i drogie, zawiasy budziły obawy o trwałość, a linia zgięcia na środku ekranu przypominała użytkownikowi przy każdym przewijaniu strony, że fizyka nadal obowiązuje. Producenci przez kolejne generacje poprawiali konstrukcje, a Apple mogło w tym czasie robić to, co robi wyjątkowo dobrze: patrzeć, które rozwiązania się przyjmują, które znikają po jednym sezonie i za co ludzie są faktycznie gotowi zapłacić.
Według Reutersa jednym z kluczowych elementów nowego urządzenia ma być właśnie bardziej trwały zawias oraz ograniczenie widoczności zagięcia wyświetlacza. Analitycy nie spodziewają się natomiast, że pierwszy składany iPhone będzie bezdyskusyjnym liderem pod względem aparatu czy procesora. Apple może zatem próbować wygrać nie tabelą parametrów, lecz dopracowaniem elementów, które od początku były największą bolączką składaków.
To strategia bardzo dobrze znana. Apple nie stworzyło pierwszego odtwarzacza MP3, pierwszego smartfona, pierwszego smartwatcha ani pierwszych słuchawek bezprzewodowych. Firma ma natomiast wyjątkowy talent do pojawiania się późno, poprawiania kilku najbardziej irytujących elementów istniejącej kategorii i organizowania premiery tak, żeby pół świata następnego dnia zachowywało się, jakby wcześniej nikt podobnego produktu nie widział.
2500 dolarów za telefon. I analitycy nadal spodziewają się kolejek
Cena może być najbardziej fascynującą częścią całej premiery. Reuters przytacza prognozy mówiące o kwocie powyżej 2500 dolarów, a IDC uważa, że mimo niej urządzenie może bardzo szybko zdobyć silną pozycję. Nabila Popal z IDC ocenia, że składany iPhone może wygenerować dla Apple ponad 45 mld dolarów przychodów do końca 2027 roku. To pokazuje, jak niezwykła jest pozycja Apple w segmencie premium. Większość producentów, wprowadzając urządzenie kosztujące tyle co przyzwoity laptop i telefon razem, musiałaby długo tłumaczyć, dlaczego klient go potrzebuje. Apple może zacząć od poinformowania, w jakich kolorach będzie dostępny, a resztę pracy wykona ekosystem, marka oraz istniejąca baza użytkowników.
Counterpoint prognozuje, że już do końca 2026 roku Apple może zdobyć około 25% światowych dostaw składanych smartfonów, mimo wejścia do kategorii dopiero pod koniec roku. Samsung miałby utrzymać pierwszą pozycję z udziałem około 38%. Co więcej, cały rynek składaków ma przyspieszyć w 2027 roku, a debiut Apple jest wskazywany jako jeden z głównych motorów wzrostu.
Składane smartfony nadal są niszą. Apple właśnie zamierza sprawdzić, czy tylko brakowało na nich jabłka
Warto zachować proporcje, bo mimo kilku lat intensywnego marketingu składane telefony nadal pozostają niewielką częścią rynku. The Verge przytacza dane Counterpoint, według których w 2025 roku odpowiadały za zaledwie około 1,6% globalnej sprzedaży smartfonów. To bardzo niewiele jak na kategorię, której każda kolejna premiera jest przedstawiana jako początek nowej epoki mobilności.
Przyczyn nie trzeba długo szukać. Składaki są droższe, bardziej skomplikowane konstrukcyjnie i nadal zmuszają użytkownika do odpowiedzi na pytanie, czy większy ekran naprawdę jest wart dodatkowej masy, grubości i ceny. Dla części osób odpowiedź brzmi zdecydowanie tak. Większość konsumentów przez ostatnie lata odpowiadała jednak swoim portfelem: zwykły prostokąt nadal jest wystarczająco dobry.
Apple może to zmienić nie dlatego, że wymyśliło składany telefon na nowo, ale dlatego, że posiada ponad miliard aktywnych urządzeń i ogromną grupę użytkowników, którzy dotychczas w ogóle nie rozważali przejścia na Galaxy Folda czy Huawei Mate X. Jeśli nawet niewielka część z nich stwierdzi, że składany telefon nagle „ma sens”, kiedy synchronizuje się z Maciem, Apple Watchem, AirPodsami i iCloudem, rynek może rzeczywiście urosnąć bardzo szybko.
Co ciekawe, konkurenci już wyglądają trochę tak, jakby czekali na Apple
The Verge zwraca uwagę na jeszcze jeden interesujący trend. Najnowsze składane urządzenia Samsunga, Huawei i Xiaomi zaczynają przyjmować krótsze i szersze proporcje, przypominające paszport. Właśnie taki format od dłuższego czasu przypisywano pierwszemu składanemu iPhone’owi. Apple pracuje nad składanym urządzeniem według przecieków co najmniej od 2017 roku, a Samsung ma być producentem części paneli używanych w nowym iPhonie. Nie oznacza to oczywiście, że Samsung czy Xiaomi usiadły przy stole projektowym z wydrukowaną plotką o iPhonie i zaczęły odrysowywać kształt. Pokazuje jednak skalę wpływu Apple na rynek. Producenci wiedzą, że wejście firmy do nowej kategorii może zmienić oczekiwania klientów niemal z dnia na dzień. Lepiej więc znajdować się blisko miejsca, w którym za chwilę może pojawić się popyt.
To trochę absurdalna sytuacja: Apple jeszcze oficjalnie nie sprzedało ani jednego składanego iPhone’a, a branża już analizuje, jak jego pojawienie się zmieni rynek. Vision Pro przypomniało oczywiście, że logo Apple nie gwarantuje automatycznego sukcesu każdego nowego formatu. Mimo to smartfon jest kategorią, w której firma porusza się zdecydowanie pewniej niż w komputerach zakładanych na twarz.
To również pierwsza wielka premiera ery Johna Ternusa
Dzisiejsze wydarzenie będzie wyjątkowe z jeszcze jednego powodu. To pierwsza duża premiera sprzętowa pod kierownictwem nowego CEO Apple, Johna Ternusa, który przejął stanowisko po Timie Cooku 1 września. Ternus przez lata kierował inżynierią sprzętową Apple, więc rozpoczęcie swojej kadencji od największej zmiany konstrukcyjnej iPhone’a od wielu lat jest symbolicznie całkiem wygodne.
Jednocześnie poprzeczka jest wysoko. Cook pozostawił Apple jako maszynę logistyczną i finansową zdolną sprzedawać setki milionów urządzeń rocznie, ale firma przez ostatnie lata była krytykowana za wolniejsze tempo w generatywnej AI. Reuters zwraca uwagę, że oprócz składanego telefonu jednym z najważniejszych testów dla Ternusa będzie nowa Siri, częściowo wykorzystująca technologie Google. W USA jej wdrożenie ma ruszyć szybciej, podczas gdy ograniczenia regulacyjne mogą opóźnić pełną dostępność w Europie i Chinach.
Składany iPhone jest więc bardzo efektownym produktem na rozpoczęcie nowej epoki zarządzania. Ale Ternus musi udowodnić coś więcej niż to, że Apple potrafi zgiąć ekran bez jego pęknięcia. Musi pokazać, że firma nadal potrafi tworzyć urządzenia, które uzasadniają coraz wyższe ceny i jednocześnie stają się najlepszym miejscem do korzystania z usług oraz AI.
Apple może się spóźnić i mimo wszystko ustawić zegarek całej branży
Najzabawniejszym elementem dzisiejszej premiery jest więc to, że nikt rozsądny nie może nazwać Apple pionierem składanych smartfonów. Samsung sprzedaje je od siedmiu lat. Huawei eksperymentuje z kolejnymi formatami. Rynek przeszedł już przez Flipy, Foldy i urządzenia składane nawet w trzech miejscach. A mimo to jedna z najważniejszych premier branży mobilnej w 2026 roku dotyczy firmy, która dopiero dziś ma powiedzieć: dobrze, teraz my też robimy składane telefony.
Jeżeli urządzenie okaże się udane, za dwa lata może powstać bardzo charakterystyczne technologiczne wspomnienie zbiorowe: wszyscy będą pamiętać, że składaki istniały wcześniej, ale dopiero po wejściu Apple zaczęły być traktowane jako naprawdę mainstreamowa kategoria. A jeśli telefon będzie kosztował ponad 2500 dolarów i mimo to sprzeda się w milionach sztuk, Apple udowodni jeszcze jedną rzecz. Nie trzeba być pierwszym. Czasami wystarczy pojawić się siedem lat później i wystawić najdroższy bilet na imprezę.
Anna Rajczak