
Apple może nie pokazać zwykłego iPhone’a 18 w 2026 roku. Najpierw kupimy te droższe
Przez lata wrzesień był w świecie Apple dość prosty. Nowe iPhone’y, nowe zegarki, kilkadziesiąt razy słowo „amazing” i można było spokojnie rozpoczynać sezon zastanawiania się, czy aparat jest naprawdę o 23% lepszy. W 2026 roku ten rytuał może wyglądać inaczej.
Kolejne informacje z łańcucha dostaw wskazują, że podstawowy iPhone 18 nie pojawi się jesienią 2026 roku. Apple ma najpierw wprowadzić droższe modele: iPhone’a 18 Pro, 18 Pro Max oraz pierwszego składanego iPhone’a. Zwykły iPhone 18 miałby trafić na rynek dopiero w pierwszej połowie 2027 roku.
Czyli spokojnie. Nowy iPhone będzie. Po prostu najpierw ten, na którym Apple zarabia trochę przyjemniej.
iPhone 18 dopiero w 2027 roku? To już nie jest pojedyncza plotka
O zmianie harmonogramu mówi się od dłuższego czasu, ale najnowsze doniesienia dodatkowo wzmacniają wcześniejsze przecieki. Według The Verge sygnały od Pegatrona, jednego z ważnych dostawców Apple, wskazują na podzielenie premiery nowych iPhone’ów na dwa okresy.
Jesienią 2026 roku oczekiwane są:
- iPhone 18 Pro,
- iPhone 18 Pro Max,
- pierwszy składany iPhone.
Natomiast na początek 2027 roku miałyby zostać przesunięte iPhone 18, iPhone 18e oraz kolejna generacja iPhone’a Air.
Apple oficjalnie nie zaprezentowało jeszcze tegorocznej generacji iPhone’ów, więc nadal mówimy o informacjach pochodzących z łańcucha dostaw i źródeł branżowych, a nie o ogłoszonym przez firmę harmonogramie. Podobny scenariusz opisywał jednak już w styczniu Reuters na podstawie informacji Nikkei Asia.
Jak na plotkę, zaczyna mieć więc całkiem pokaźny dział dokumentacji.
Dlaczego Apple miałoby rozdzielić premierę iPhone’a?
Powodów może być kilka i — co ciekawe — żaden nie brzmi szczególnie romantycznie.
Reuters informował, że Apple chce w 2026 roku skoncentrować zasoby produkcyjne na trzech najdroższych modelach, jednocześnie ograniczając ryzyko związane z wprowadzeniem pierwszego składanego iPhone’a. Znaczenie mają również rosnące koszty pamięci i innych komponentów.
To ma biznesowy sens.
Jeśli dostępność podzespołów jest ograniczona, producent może wykorzystać je przede wszystkim tam, gdzie marża jest najwyższa. A między podstawowym iPhone’em a modelem Pro trudno zgadywać, po której stronie tej układanki znajduje się większy margines.
Apple najwyraźniej też nie chce zgadywać.
Rozdzielenie premier może mieć jeszcze jedną zaletę: firma przestanie wypuszczać większość swojej najważniejszej oferty smartfonów jednocześnie. Jesienią całą uwagę dostaną modele premium i składany iPhone, a kilka miesięcy później Apple będzie mogło przeprowadzić kolejną falę premier skierowaną do mniej zamożnych klientów.
Jedna generacja.
Dwa sezony sprzedażowe.
Marketingowcy lubią takie rzeczy.
Zwykły iPhone 17 może zostać z nami wyjątkowo długo
Jeżeli podstawowy iPhone 18 rzeczywiście pojawi się dopiero wiosną 2027 roku, obecny iPhone 17 będzie pełnił rolę głównego standardowego modelu Apple przez około 18 miesięcy. Według 9to5Mac byłby to wyjątkowo długi cykl jak na współczesnego iPhone’a.
Dla użytkownika nie musi to być wcale zła wiadomość.
Smartfony od dawna rozwijają się bardziej ewolucyjnie niż rewolucyjnie, więc konieczność wymiany urządzenia dokładnie po dwunastu miesiącach istnieje głównie w materiałach marketingowych producentów i w psychice osób oglądających konferencje technologiczne o drugiej w nocy.
Dłuższy cykl życia podstawowego modelu może nawet sprawić, że kolejna generacja będzie wyraźniej różniła się od poprzedniej.
Tylko nie mówmy tego za głośno, bo jeszcze branża odkryje, że smartfon może być aktualny dłużej niż rok.
Jesień Apple ma należeć do modeli premium
Najważniejszą zmianą będzie jednak nie samo przesunięcie iPhone’a 18, lecz to, co ma pojawić się zamiast niego.
Apple ma wprowadzić pierwszego składanego iPhone’a, który w części przecieków występuje pod nazwą iPhone Ultra. Wraz z iPhone’em 18 Pro i Pro Max stworzyłby on wyjątkowo premium zestaw jesiennych premier.
Samo urządzenie składane może być najważniejszą zmianą konstrukcyjną w rodzinie iPhone’ów od wielu lat. Apple wchodziłoby jednocześnie na rynek, na którym Samsung, Google i chińscy producenci zdążyli już przejść przez kilka generacji składanych smartfonów.
To bardzo apple’owskie podejście.
Nie trzeba być pierwszym.
Wystarczy wejść później i bardzo starannie wyjaśnić wszystkim, że właśnie zaczęła się nowa era.
Apple zmienia kalendarz, ale przede wszystkim zmienia sposób sprzedaży iPhone’a
Jeżeli informacje się potwierdzą, rok 2026 będzie ważny nie dlatego, że podstawowego iPhone’a zabraknie we wrześniu.
Znacznie ciekawsze jest to, że Apple może na stałe odejść od jednej wielkiej corocznej premiery całej rodziny.
Jesień zostałaby zarezerwowana dla drogich urządzeń, które budują wizerunek marki i generują najwyższe przychody na sztuce. Wiosną pojawiałyby się modele bardziej masowe. Taki układ rozkłada zainteresowanie iPhone’em na większą część roku i pozwala lepiej zarządzać produkcją.
Dla klientów oznacza to natomiast nowy problem.
Kiedyś trzeba było zdecydować, czy kupić zwykłego iPhone’a, czy dopłacić do Pro.
Teraz odpowiedź może brzmieć:
albo dopłać do Pro, albo poczekaj pół roku.
I trzeba przyznać, że spośród wszystkich możliwych rozwiązań problemu wyboru Apple znalazło rozwiązanie wyjątkowo zgodne ze swoją marką.
Anna Rajczak