Apple chce zburzyć własny kalendarz. Nowy CEO ma plan: mniej ceremonii, więcej eksperymentów

Przez lata można było regulować zegarek według Apple. Wiosną trochę sprzętu, w czerwcu WWDC, we wrześniu iPhone i Apple Watch, jesienią jeszcze Mac albo iPad. Potem kilka miesięcy plotek i cały cykl zaczynał się od początku. John Ternus najwyraźniej uznał jednak, że w epoce AI prowadzenie jednej z największych firm technologicznych świata według kalendarza przypominającego plan roku szkolnego może nie być już najlepszym pomysłem.

Według informacji Bloomberg News, opisywanych przez Reutersa i The Verge, nowy CEO Apple rozważa bardziej elastyczny system premier, częstsze wprowadzanie produktów oraz większą gotowość firmy do eksperymentowania. Równolegle ma analizować strukturę zarządzania i sposób, w jaki inżynierowie współpracują z najwyższym kierownictwem. Brzmi dość administracyjnie, ale w praktyce może oznaczać jedną z większych zmian organizacyjnych w Apple od lat.

Apple bez wrześniowej „mszy”?

Model Apple był niezwykle skuteczny właśnie dlatego, że był przewidywalny. Jedna duża konferencja generowała tygodnie przecieków, spekulacji i artykułów, potem Tim Cook wychodził na scenę, świat oglądał kilka nowych urządzeń, internet debatował nad kolorem obudowy przez następne 48 godzin, a klienci ustawiali się w kolejce. Marketingowo była to maszyna niemal idealna. Technologicznie ten model zaczyna jednak mieć wadę: produkt czasami musi czekać na kalendarz, zamiast kalendarz na produkt.

Jeżeli urządzenie jest gotowe w maju, ale jego naturalnym miejscem w portfolio jest jesienna konferencja, firma może mieć pokusę, by poczekać. Gdy rozwój funkcji AI przyspiesza z miesiąca na miesiąc, półroczny rytm produktowy robi się jeszcze bardziej problematyczny. Właśnie tutaj pomysł Ternusa zaczyna mieć sens. Apple mogłoby przejść z modelu „wielka premiera, wielkie show, wielka kolejka w Apple Store” do modelu, w którym nowości pojawiają się wtedy, kiedy faktycznie są gotowe. Mniej ceremonii, więcej ruchu. Dla Apple niemal rewolucja.

John Ternus nie jest Timem Cookiem 2.0

Zmiana ma dodatkowe znaczenie dlatego, że Ternus dopiero zaczyna budować własne Apple. Po epoce człowieka operacji firma dostała na stanowisku CEO inżyniera, a różnica w podejściu może być większa, niż na pierwszy rzut oka wygląda. Ternus przez lata kierował inżynierią sprzętową Apple i był blisko procesu tworzenia urządzeń, ich konstrukcji, materiałów i rozwoju technologicznego. Teraz ma analizować ograniczenie części warstw zarządzania, skrócenie drogi między zespołami technicznymi a najwyższym kierownictwem oraz szersze wykorzystanie AI nie tylko w produktach, ale także wewnątrz samej organizacji.

Innymi słowy: Apple może zastanawiać się już nie tylko nad tym, jak zrobić bardziej „AI-owego iPhone’a”, ale także jak zrobić bardziej AI-owe Apple. I to jest znacznie ciekawsza historia niż kolejna prezentacja funkcji generowania emoji albo streszczania powiadomień.

Apple ma dziś problem, którego przez lata właściwie nie miało

Tempo rynku zaczęło wyprzedzać tempo prezentacji produktów. Modele AI potrafią zmieniać układ konkurencyjny w ciągu kilku miesięcy, firmy aktualizują usługi niemal bez przerwy, a nowe urządzenia eksperymentalne pojawiają się poza tradycyjnym cyklem elektroniki użytkowej. Tymczasem Apple przez lata perfekcyjnie dopracowywało coś zupełnie przeciwnego: kontrolowaną przewidywalność. Firma nie musiała być pierwsza. Wystarczyło, że wchodziła na rynek wtedy, kiedy mogła sprzedać gotowy produkt jako rozwiązanie dojrzałe, dopracowane i pozornie oczywiste.

Problem polega na tym, że w świecie AI opóźnienie o kilka miesięcy potrafi znaczyć znacznie więcej niż kiedyś. Dlatego bardziej płynny kalendarz premier może dać Apple większą swobodę reagowania na konkurencję i szybsze wdrażanie nowych rozwiązań. Z drugiej strony właśnie powolność, kontrola i obsesja na punkcie dopracowania były przez lata jednymi z największych przewag firmy.

Przyspieszenie może być zarówno rozwiązaniem, jak i pułapką

Apple wielokrotnie wchodziło do nowych kategorii później niż konkurenci. Smartwatch? Nie pierwszy. Słuchawki bezprzewodowe? Również nie. Składany telefon? Tym bardziej. Firma przez lata nie próbowała wygrywać samym tempem. Jej przewaga polegała na tym, że gdy już pojawiała się w danej kategorii, wcześniejsze rozwiązania często zaczynały wyglądać jak wersje demonstracyjne.

Dlatego prawdziwym testem Ternusa nie będzie to, czy Apple zacznie prezentować więcej urządzeń, lecz czy potrafi poruszać się szybciej, nie zaczynając zachowywać się jak każda inna firma technologiczna. Jeśli co trzy tygodnie dostaniemy nowego iPada, HomePoda, AirPodsy z kamerą i „one more thing” we wtorek o 14:00, Apple rzeczywiście stanie się mniej przewidywalne. Tylko niekoniecznie bardziej ekscytujące.

Na razie mowa o rozważanych zmianach, a nie o oficjalnie ogłoszonej strategii. Jeśli jednak kierunek się potwierdzi, era, w której cały technologiczny świat czekał na jeden wrześniowy wieczór z Apple, może zacząć powoli odchodzić do historii. I być może właśnie to będzie pierwsza naprawdę widoczna różnica między Apple Tima Cooka a Apple Johna Ternusa.

Anna Rajczak

Polecane wpisy

Kupili najnowszego iPhone’a, a teraz nie mogą nawet zadzwonić. Apple przyznaje, że aktualizacja nie pomoże

Apple sprzedaje iPhone’a za 9999 zł. Internet oszalał na punkcie aplikacji, która cofa go do lat 80

Apple chce, żeby iPhone otwierał ci drzwi. Jest tylko jeden haczyk: zamek zrobi LG

Apple Pay wchodzi do Indii. Tylko że Indie już mają własny pomysł na płacenie

Apple chce zburzyć własny kalendarz. Nowy CEO ma plan: mniej ceremonii, więcej eksperymentów

Apple obiecywało Siri, której nie dowiozło. Teraz płaci 250 mln dolarów

Przewijanie do góry
Ta witryna jest zarejestrowana pod adresem wpml.org jako witryna rozwojowa. Przełącz się na klucz witryny produkcyjnej na remove this banner.